Dziś publikuję wpis informacyjny o tym, jak poznać czy trafiliśmy w ręce prawdziwej profesjonalistki w zawodzie stylistki paznokci oraz jak ustrzec się przed ryzykiem zakażeń i uczuleń podczas zabiegów stylizacji paznokci ( manicure, pedicure).
1. Czystość stanowiska pracy, salonu i zasady BHP.
Na pierwszy rzut oka, powinniśmy zwrócić uwagę na szczegóły takie jak czyste pomieszczenie, biurko, fotel/łóżko kosmetyczne, czyste i sterylne narzedzia przy zabiegach, schludny wygląd personelu pracującego w odzieży ochronnej (fartuszek, rękawiczki), stosowanie odpowiednich preparatów do dezynfekcji dłoni klienta, powierzchni roboczych i sprzętu, stosowanie narzędzi wielokrotnego użytku tylko po ukończonych procesach dezynfekcji i sterylizacji, nieoszczędzanie na materiałach jednorazowego użytku i używanie ich wyłącznie jednorazowo (pilniki papierowe, podkłady i serwety, drewniane patyczki do manicure, separatory do pedicure itp).
2. Materiały do pracy jednorazowe powinny być wykorzystywane tylko raz do danego klienta.
Jeśli masz wątpliwość czy do twojej usługi przeznaczono nowe, nieużywane przedmioty nie wstydź się zapytać swoją manicurzystkę/kosmetyczkę, a nawet poprosić o inny komplet. Masz do tego prawo, jako klient płacisz więc wymagasz!
Przykład jak sprawdzić np czy papierowy pilnik jest nieużywany? Nie może być pokrzywiony, nosić śladu koloru np poprzednich hybryd, mieć startego logo producenta. Po zabiegu powinien zostać wyrzucony do śmieci lub oddany klientce jeśli wyrazi taką wolę.
3. Materiały/narzędzia do pracy wielorazowego użytku muszą być poddawane procesom dezynfekcji chemicznej i sterylizacji w torebkach do sterylizacji w autoklawie parowo-ciśnieniowym.
Żadna inna forma sterylizacji nie daje 100% gwarancji jałowości. Sama dezynfekcja płynami nie wystarczy.
Przepisy mówią wyraźnie- wszelkie narzędzia, które naruszają ciągłość tkanek przy zabiegu lub mają kontakt z krwią muszą podlegać sterylizacji (metalowe narzędzia typu cążki, frezy do skórek, kopytka).
4. Jeśli jednak już dojdzie do zranienia klienta podczas przeprowadzania zabiegu, manicurzystka nie zignoruje tego faktu. Zatamuje krwawienie, zdezynfekuje rankę/opatrzy ją i zastosuje odpowiednie procedury podczas dalszego zabiegu i po nim.
5. Kwalifikacje, doświadczenie i wiedza personelu. Stawianie na rozwój w branży i orientacja w nowościach i trendach.
Jeśli udajesz się do nowego fachowca i nie wiesz czy dobrze trafiłeś to po prostu z nim porozmawiaj 😉 Zapytaj o zdobyte tytuły, staż w zawodzie, ośrodki szkoleniowe, specjalizacje. Możesz też obejrzeć posiadane dyplomy,certyfikaty i prace tej osoby. Zadawaj podchwytliwe pytania dotyczące zabiegu, na które powinieneś otrzymać wyczerpujące odpowiedzi jeśli trafiłeś na profesjonaliste i pasjonata swojego zawodu. Wygląd osoby przeprowadzającej zabieg również wiele o niej mówi ( jej paznokcie, włosy czy stan skóry).
6. Cena idzie (zazwyczaj) w parze z jakością.
Niestety, osoba dbająca o bezpieczeństwo zabiegów i wysoką jakość wykonywanej usługi na dobrych materiałach nie obniży cen poniżej pewnego progu. Nie ufaj więc ofertom z internetu typu 20-30zl za hybryde, 50zl za przedłużenie żelowe czy całorocznym salonowym promocjom. To nie jest możliwe chyba, że osoba wykonująca twój zabieg robi to na swój koszt. Materiały i szkolenia kosztują, więc musi być to wliczone w ceny zabiegów.
7. Usługa w salonie wcale nie musi być bezpieczniejsza czy lepiej wykonana niż ta wykonana przez mobilną kosmetyczkę. I odwrotnie. Jako klient ufasz ( lub nie ) danej osobie a nie samemu miejscu.
8. Jeśli coś Cię niepokoi lub nie wzbudza twojego zaufania to lepiej zrezygnuj z zabiegu w danym miejscu/u danej osoby. Zdrowie masz tylko jedno!
Na zakończenie pozostaje mi życzyć Wam najpiękniej i najlepiej wykonanych usług i poczucia, że trafiliście w naprawdę dobre ręce. Doceńcie osoby, które dbają o Wasz wizerunek i dobre samopoczucie i wkładają serce w pracę dla Was! 😘
poniedziałek, 1 stycznia 2018
czwartek, 14 grudnia 2017
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
Uczulenie na hybrydy. Jak z nim walczyć i jak wygrać?
Wpis będzie długi, ale opisuję w nim własne doświadczenia. Nie gwarantuję, że pomoże wszystkim uczulonym osobom, ale może pomóc wielu z nich, dlatego dzielę się z Wami swoimi wnioskami.
Ostatnio wiele słyszy się w temacie uczuleń na hybrydy (lakierożele, lakiery hybrydowe).
Zdjęcia w internecie osób poszkodowanych mogą zmrozić krew w żyłach- od pęcherzyków wokół paznokci jako alergii kontaktowej, po pękające skórki, palce, ranki na dłoniach, czerwone swędzące plamy na ciele, spuchnięte oczy, a nawet onycholizę...koszmar.
Mnie samą niestety dotyczy temat uczuleń.
Po blisko 8 latach w zawodzie, pierwszym sprawcą mojego uczulenia okazał się Semilac, który zdecydowanie przoduje w temacie uczuleń. Moje uczulenie pojawiło się szybko, bo zaledwie po 4 miesiącach noszenia hybrydy tej firmy.
Reakcja nie była jakoś bardzo mocno nasilona w porównaniu do innych osób, jednak swędzące do szaleństwa pęcherzyki na 4 palcach i spuchnięte palce nie były niczym przyjemnym.
Mój organizm odpuścił sobie po około tygodniu. Hybrydy nie zdjęłam, ponieważ byłam zbyt zapracowana by znaleźć na to czas, reakcja uczuleniowa utrzymywała się przez tydzień, a ja hybrydę zdjęłam po ponad 3 tygodniach.
Moim paznokciom nic złego się nie stało, zero onycholizy, pęknięć płytki, zniszczenia. Nie skracałam paznokci po zdjęciu Semilaca.
Postanowiłam jednak dać łapkom odpocząć, ponieważ każda negatywna reakcja organizmu na chemię ma to do siebie, że nasila się przy długim kontakcie z substancją drażniącą.
Podczas blisko 2 miesięcznej przerwy malowałam paznokcie klasycznymi lakierami, nie wyobrażam sobie chodzić z niepomalowanymi! Tym bardziej, że paznokcie mam zawsze długie i do tego mój zawód mnie zobowiązuje ;) Niemniej nie zakończyło to mojego problemu, ponieważ pracuję na Semilacu ;/ Pracy zmieniać nie planuję, więc musiałam znaleźć sposób na co kilka dni wyskakujące na dłoniach swędzące plamki uczulenia. Rękawiczki przy pracy obowiązkowo, ale to zbyt mało kiedy mamy zgubny nawyk wycierania hybrydy o rękawiczkę np. kiedy poprawiamy linię przy skórkach. Semilac "przechodzi" przez pory rękawiczek nitrylowych i miałam w tych miejscach uczulenie na dłoniach.
Tak samo pilnować się trzeba, żeby nie dotykać samych buteleczek hybryd bez rękawiczek- zawsze jakaś odrobina znajdzie się na zewnątrz opakowania, a to wystarczy żebyśmy znów nie mogli spać przez upiorne swędzenie.
Do tego taki drobiazg jak to, że ZAWSZE sprzątamy stanowisko pracy mając na dłoniach rękawiczki, bo nawet dyspersja wytarta wacikiem bezpyłowym może wywołać zaczerwienienie i lekkie swędzenie na kilka godzin.
Uczulać może tak naprawdę każda substancja użyta do stylizacji: cleaner, aceton, primer, hybryda: baza, kolor, top lub wszystko razem.
Ważnym jest wychwycić na co tak naprawdę źle reagujemy.
Cleaner jeżeli jest to czysty alkohol izopropylowy bardzo rzadko uczula, ale można w ramach próby zmienić go na spirytus lub wódkę ;)
Z uczuleniem na primer bezkwasowy się nie spotkałam. Przy primerze kwasowym jest ryzyko poparzenia, ale to inna bajka. Primer bezkwasowy nie będzie piekł w skórki i pozostawi po sobie mokrą warstwę na paznokciu. Jeśli primer jest kwasowy, to skórki bardzo często pieką, a nawet opuszek pod nimi jeśli primer się tam dostanie, a sama płytka po odparowaniu produktu jest sucha i biaława.
Uważajcie jakiego primera używacie do hybrydy!
Aceton może uczulać i powodować kłopoty w postaci nadmiernego przesuszenia płytki i skóry, dlatego polecam zdejmować hybrydy zmywaczem acetonowym albo removerami z dodatkiem substancji ochronnych.
Hybrydy mają pomiędzy firmami drobne różnice składów, więc warto w wypadku alergii na jedną firmę próbować innych. Niestety jest to dość droga impreza, a kupowanie kolejnych produktów "na próbę" przy kilku niepowodzeniach może zniechęcić, więc raczej poleciłabym udać się do dobrego salonu na manicure hybrydowy i w ten sposób szukać tej nieuczulającej nas.
Zawsze jednak ponosimy ryzyko związane z tym, że rzadko kiedy hybryda uczula od razu, po pierwszym secie. Najczęściej negatywna reakcja występuje po kilku miesiącach stosowania.
I na koniec- jak ograniczyć ryzyko uczulenia?
+ zawsze używać czystych, zdezynfekowanych narzędzi
+ pracować na czystych, zdezynfekowanych dłoniach
+ nie wycinać skórek jeśli to możliwe, tylko je delikatnie odsuwać. Ewentualnie wycinać skórki kilka dni przed stylizacją, a nie w jej dniu
+ nigdy nie zalewać hybrydą skórek
+ hybryda nie może mieć kontaktu z naszą skórą (opuszki palców!)
+ można spróbować nie matowić płytki bloczkiem lub nie stosować primera, jeżeli hybryda dobrze się utrzymuje na naszych paznokciach. Dodatkowa zaleta, że łatwiej będzie ją zdjąć, a paznokcie nie będą uszkadzane.
+ prawidłowo usuwać z paznokci dyspersję wacikami z cleanerem/alkoholem
+ myć dokładnie dłonie mydłem po stylizacji
+ robić przerwy od hybrydy, jeśli występuje podrażnienie albo mamy zniszczone, cienkie, łamliwe paznokcie. Przerwa powinna trwać około 2-3miesięcy, bo jest to czas, gdy zrasta nam 2/3 płytki.
+ nie dotykać gołymi dłońmi bez potrzeby buteleczek z hybrydami, dbać by były czyste a nie obklejone
+ stosować wymiennie hybrydy różnych producentów, nie trzymać się tylko jednej firmy
+ jeśli wystąpi alergia, usunąć hybrydę, zrobić przerwę w jej używaniu, a przy kolejnym zabiegu nałożyć produkt na kilka palców/ jedną dłoń i jeżeli nie wystąpi negatywna reakcja do około 4 dni to możemy odetchnąć z ulgą :)
Ja obecnie podjęłam próbę nałożenia sobie hybrydy innej firmy, a na jednym palcu uczulającego mnie Semilaca (sam kolor). Będę informować Was za jakiś czas co z tego wyszło ;)
Miło będzie mi przeczytać komentarz, czy wpis się przydał i czy Wy też macie jakieś problemy z manicure hybrydowym; buziaki!
Ostatnio wiele słyszy się w temacie uczuleń na hybrydy (lakierożele, lakiery hybrydowe).
Zdjęcia w internecie osób poszkodowanych mogą zmrozić krew w żyłach- od pęcherzyków wokół paznokci jako alergii kontaktowej, po pękające skórki, palce, ranki na dłoniach, czerwone swędzące plamy na ciele, spuchnięte oczy, a nawet onycholizę...koszmar.
Mnie samą niestety dotyczy temat uczuleń.
Po blisko 8 latach w zawodzie, pierwszym sprawcą mojego uczulenia okazał się Semilac, który zdecydowanie przoduje w temacie uczuleń. Moje uczulenie pojawiło się szybko, bo zaledwie po 4 miesiącach noszenia hybrydy tej firmy.
Reakcja nie była jakoś bardzo mocno nasilona w porównaniu do innych osób, jednak swędzące do szaleństwa pęcherzyki na 4 palcach i spuchnięte palce nie były niczym przyjemnym.
Mój organizm odpuścił sobie po około tygodniu. Hybrydy nie zdjęłam, ponieważ byłam zbyt zapracowana by znaleźć na to czas, reakcja uczuleniowa utrzymywała się przez tydzień, a ja hybrydę zdjęłam po ponad 3 tygodniach.
Moim paznokciom nic złego się nie stało, zero onycholizy, pęknięć płytki, zniszczenia. Nie skracałam paznokci po zdjęciu Semilaca.
Postanowiłam jednak dać łapkom odpocząć, ponieważ każda negatywna reakcja organizmu na chemię ma to do siebie, że nasila się przy długim kontakcie z substancją drażniącą.
Podczas blisko 2 miesięcznej przerwy malowałam paznokcie klasycznymi lakierami, nie wyobrażam sobie chodzić z niepomalowanymi! Tym bardziej, że paznokcie mam zawsze długie i do tego mój zawód mnie zobowiązuje ;) Niemniej nie zakończyło to mojego problemu, ponieważ pracuję na Semilacu ;/ Pracy zmieniać nie planuję, więc musiałam znaleźć sposób na co kilka dni wyskakujące na dłoniach swędzące plamki uczulenia. Rękawiczki przy pracy obowiązkowo, ale to zbyt mało kiedy mamy zgubny nawyk wycierania hybrydy o rękawiczkę np. kiedy poprawiamy linię przy skórkach. Semilac "przechodzi" przez pory rękawiczek nitrylowych i miałam w tych miejscach uczulenie na dłoniach.
Tak samo pilnować się trzeba, żeby nie dotykać samych buteleczek hybryd bez rękawiczek- zawsze jakaś odrobina znajdzie się na zewnątrz opakowania, a to wystarczy żebyśmy znów nie mogli spać przez upiorne swędzenie.
Do tego taki drobiazg jak to, że ZAWSZE sprzątamy stanowisko pracy mając na dłoniach rękawiczki, bo nawet dyspersja wytarta wacikiem bezpyłowym może wywołać zaczerwienienie i lekkie swędzenie na kilka godzin.
Uczulać może tak naprawdę każda substancja użyta do stylizacji: cleaner, aceton, primer, hybryda: baza, kolor, top lub wszystko razem.
Ważnym jest wychwycić na co tak naprawdę źle reagujemy.
Cleaner jeżeli jest to czysty alkohol izopropylowy bardzo rzadko uczula, ale można w ramach próby zmienić go na spirytus lub wódkę ;)
Z uczuleniem na primer bezkwasowy się nie spotkałam. Przy primerze kwasowym jest ryzyko poparzenia, ale to inna bajka. Primer bezkwasowy nie będzie piekł w skórki i pozostawi po sobie mokrą warstwę na paznokciu. Jeśli primer jest kwasowy, to skórki bardzo często pieką, a nawet opuszek pod nimi jeśli primer się tam dostanie, a sama płytka po odparowaniu produktu jest sucha i biaława.
Uważajcie jakiego primera używacie do hybrydy!
Aceton może uczulać i powodować kłopoty w postaci nadmiernego przesuszenia płytki i skóry, dlatego polecam zdejmować hybrydy zmywaczem acetonowym albo removerami z dodatkiem substancji ochronnych.
Hybrydy mają pomiędzy firmami drobne różnice składów, więc warto w wypadku alergii na jedną firmę próbować innych. Niestety jest to dość droga impreza, a kupowanie kolejnych produktów "na próbę" przy kilku niepowodzeniach może zniechęcić, więc raczej poleciłabym udać się do dobrego salonu na manicure hybrydowy i w ten sposób szukać tej nieuczulającej nas.
Zawsze jednak ponosimy ryzyko związane z tym, że rzadko kiedy hybryda uczula od razu, po pierwszym secie. Najczęściej negatywna reakcja występuje po kilku miesiącach stosowania.
I na koniec- jak ograniczyć ryzyko uczulenia?
+ zawsze używać czystych, zdezynfekowanych narzędzi
+ pracować na czystych, zdezynfekowanych dłoniach
+ nie wycinać skórek jeśli to możliwe, tylko je delikatnie odsuwać. Ewentualnie wycinać skórki kilka dni przed stylizacją, a nie w jej dniu
+ nigdy nie zalewać hybrydą skórek
+ hybryda nie może mieć kontaktu z naszą skórą (opuszki palców!)
+ można spróbować nie matowić płytki bloczkiem lub nie stosować primera, jeżeli hybryda dobrze się utrzymuje na naszych paznokciach. Dodatkowa zaleta, że łatwiej będzie ją zdjąć, a paznokcie nie będą uszkadzane.
+ prawidłowo usuwać z paznokci dyspersję wacikami z cleanerem/alkoholem
+ myć dokładnie dłonie mydłem po stylizacji
+ robić przerwy od hybrydy, jeśli występuje podrażnienie albo mamy zniszczone, cienkie, łamliwe paznokcie. Przerwa powinna trwać około 2-3miesięcy, bo jest to czas, gdy zrasta nam 2/3 płytki.
+ nie dotykać gołymi dłońmi bez potrzeby buteleczek z hybrydami, dbać by były czyste a nie obklejone
+ stosować wymiennie hybrydy różnych producentów, nie trzymać się tylko jednej firmy
+ jeśli wystąpi alergia, usunąć hybrydę, zrobić przerwę w jej używaniu, a przy kolejnym zabiegu nałożyć produkt na kilka palców/ jedną dłoń i jeżeli nie wystąpi negatywna reakcja do około 4 dni to możemy odetchnąć z ulgą :)
Ja obecnie podjęłam próbę nałożenia sobie hybrydy innej firmy, a na jednym palcu uczulającego mnie Semilaca (sam kolor). Będę informować Was za jakiś czas co z tego wyszło ;)
Miło będzie mi przeczytać komentarz, czy wpis się przydał i czy Wy też macie jakieś problemy z manicure hybrydowym; buziaki!
środa, 13 kwietnia 2016
Pazurki kwiecień 2016
Dawno już nic nie pisałam.
Niestety jestem totalnie pochłonięta pracą i brakuje mi czasu.
Chciałam się podzielić z Wami kilkoma z moich ostatnich prac ;)
Które Wam się najbardziej podobają?
Ps. Jeżeli chcielibyście żebym zadbała też o wasze pazurki to dajcie znać na maila.
Niestety jestem totalnie pochłonięta pracą i brakuje mi czasu.
Chciałam się podzielić z Wami kilkoma z moich ostatnich prac ;)
Które Wam się najbardziej podobają?
Ps. Jeżeli chcielibyście żebym zadbała też o wasze pazurki to dajcie znać na maila.
niedziela, 21 lutego 2016
Semilac 087 i 144.
Pazurki Sis.
Semilac glitter indigo 087 i diamond ring 144.
Granat i srebro to idealny duet <3
Od razu fotki jak pięknie te hybrydy schodzą po 10 minutach w zmywaczu i jak dobrze się trzymają (odrost).
Semilac glitter indigo 087 i diamond ring 144.
Granat i srebro to idealny duet <3
Od razu fotki jak pięknie te hybrydy schodzą po 10 minutach w zmywaczu i jak dobrze się trzymają (odrost).
środa, 3 lutego 2016
Uzupełnianie hybrydy Semilac 134 Red Carpet
Dzisiejszym wpisem chciałabym rozjaśnić wątpliwości- czy można uzupełnić hybrydę?
Pamiętacie moje poprzednie pazurki, na których królował cudowny Semilacowy Red carpet 134? KLIK!
Minęło 3 tygodnie, a ja nie chciałam się rozstawać z kolorem, który podbił moje serce. Zdejmowanie poprzedniego mani hybrydowego, po to tylko, żeby pomalować paznokcie tak samo od nowa, wydało mi się bez sensu. Tym bardziej, że na paznokciach miałam tylko nieestetyczny odrost bez najmniejszego uszczerbku.
W tej sytuacji uznałam, że dużo lepszym rozwiązaniem będzie uzupełnienie hybrydy. Pozwoliło mi to zaoszczędzić czas i produkt, a jednocześnie dało paznokciom "odpocząć" (jedno acetonowe moczenie mniej).
Jeśli chodzi o kwestię bezpieczeństwa i trwałości uzupełnienia hybrydy. Na pewno trzeba usunąć wszelkie zapowietrzenia, nigdy nie wolno zaklejać liftującej masy nową! To grozi chorobami bakteryjnymi i grzybiczymi płytki paznokcia.
Jeżeli zapowietrzenia są, to trzeba je albo delikatnie wypiłować usuwając zapowietrzony materiał albo rozważyć zdjęcie hybrydy z danego paznokcia acetonem i pomalowanie go od nowa. Trwałość dobrze przygotowanych paznokci będzie taka sama jak w wypadku zabiegu wykonanego od początku.
Przebieg uzupełniania hybrydy?
Spiłowałam top hybrydowy frezarką aż do koloru,odsunęłam skórki, zmatowiłam odrost bloczkiem. Następnie odpyliłam pazurki, odtłuściłam je i przystąpiłam do uzupełnienia bazą. Kolejnymi krokami było nałożenie na całą płytkę 1 warstwy koloru, zrobienie zdobienia i nałożenie topu. Gotowe! Ja z efektów jestem bardzo zadowolona ;)
Kiedy lepiej wykonać nowy set, a kiedy uzupełnić? Uzupełniajmy wtedy, gdy paznokcie są w doskonałym stanie i szpeci je tylko odrost, a my chcemy nosić dalej ten sam kolor. Nowy set lepiej wykonać, gdy paznokcie mają liczne odpryski lub są zapowietrzone od strony boków lub skórek. Także kiedy chcemy zmienić kolor lub kolor jaki nosiliśmy był transparentny (wszelkie typu french, galaretki nie pokryją równomiernie i odrosty wyjdą jaśniejsze).
Mam nadzieję, że wpis Wam się przyda ;)
Pamiętacie moje poprzednie pazurki, na których królował cudowny Semilacowy Red carpet 134? KLIK!
Minęło 3 tygodnie, a ja nie chciałam się rozstawać z kolorem, który podbił moje serce. Zdejmowanie poprzedniego mani hybrydowego, po to tylko, żeby pomalować paznokcie tak samo od nowa, wydało mi się bez sensu. Tym bardziej, że na paznokciach miałam tylko nieestetyczny odrost bez najmniejszego uszczerbku.
W tej sytuacji uznałam, że dużo lepszym rozwiązaniem będzie uzupełnienie hybrydy. Pozwoliło mi to zaoszczędzić czas i produkt, a jednocześnie dało paznokciom "odpocząć" (jedno acetonowe moczenie mniej).
Jeśli chodzi o kwestię bezpieczeństwa i trwałości uzupełnienia hybrydy. Na pewno trzeba usunąć wszelkie zapowietrzenia, nigdy nie wolno zaklejać liftującej masy nową! To grozi chorobami bakteryjnymi i grzybiczymi płytki paznokcia.
Jeżeli zapowietrzenia są, to trzeba je albo delikatnie wypiłować usuwając zapowietrzony materiał albo rozważyć zdjęcie hybrydy z danego paznokcia acetonem i pomalowanie go od nowa. Trwałość dobrze przygotowanych paznokci będzie taka sama jak w wypadku zabiegu wykonanego od początku.
Przebieg uzupełniania hybrydy?
Spiłowałam top hybrydowy frezarką aż do koloru,odsunęłam skórki, zmatowiłam odrost bloczkiem. Następnie odpyliłam pazurki, odtłuściłam je i przystąpiłam do uzupełnienia bazą. Kolejnymi krokami było nałożenie na całą płytkę 1 warstwy koloru, zrobienie zdobienia i nałożenie topu. Gotowe! Ja z efektów jestem bardzo zadowolona ;)
Kiedy lepiej wykonać nowy set, a kiedy uzupełnić? Uzupełniajmy wtedy, gdy paznokcie są w doskonałym stanie i szpeci je tylko odrost, a my chcemy nosić dalej ten sam kolor. Nowy set lepiej wykonać, gdy paznokcie mają liczne odpryski lub są zapowietrzone od strony boków lub skórek. Także kiedy chcemy zmienić kolor lub kolor jaki nosiliśmy był transparentny (wszelkie typu french, galaretki nie pokryją równomiernie i odrosty wyjdą jaśniejsze).
Mam nadzieję, że wpis Wam się przyda ;)
poniedziałek, 1 lutego 2016
Aztecki szyk
Dziś chciałabym pokazać pazurki hybrydowe mojej Sis.
Pomysł jej, wykonanie moje.
Myślę, że wyszły bardzo przyjemnie ;)
Szykujemy dla Was relację z keratynowego prostowania włosów Encanto, ale publikacja dopiero za jakiś czas. Ciekawi?
Podobają Wam się azteckie wzory na paznokciach?
Pomysł jej, wykonanie moje.
Myślę, że wyszły bardzo przyjemnie ;)
Szykujemy dla Was relację z keratynowego prostowania włosów Encanto, ale publikacja dopiero za jakiś czas. Ciekawi?
Podobają Wam się azteckie wzory na paznokciach?
piątek, 22 stycznia 2016
Szczotki do włosów 2016: Tangle Angel xtreme, Tangle teezer, Franck Provost, duża pneumatyczna For your beauty
Dzisiejsza notka będzie dotyczyć mojej opinii o obecnie najbardziej popularnych szczotkach do włosów, jakie było mi dane używać ;)
Duża, płaska, pneumatyczna For your beauty
Zanim powstały szczotki typu "tangle teezer" moje serce należało do klasycznych, szerokich szczotek pneumatycznych KLIK!
Pewnie do dziś bym ich używała, gdyby nie powstały "tanglery".
W porównaniu do TA, TT i FP pneumatyk ma pewne wady: przy rozczesywaniu włosów kręconych/falowanych mocniej je szarpie, jeśli natrafi na kołtun, a także trudniej jest ją utrzymać w czystości przez budowę (poduszka pneumatyczna). Długość równych igieł: 1.6cm.
Tangle teezer original
Szczotka, która zachwyciła świat, a dla mnie jest po prostu nie do przyjęcia...
Pomijając wygląd (najeżona mydelniczka ;P), w przypadku moich włosów- długie, gęste, cienkie, silnie falujące, jest kompletnie bezużyteczna. Ma zbyt krótkie igiełki (na zmianę 1.2cm i 0.5cm), więc żeby dokładnie rozczesać włosy muszę je dzielić na wiele pasm, inaczej o dotarciu do skóry głowy mogę zapomnieć, co z czasem powoduje problem powstawania mini kołtunów. Kiedy próbowałam jej używać, czesałam włosy na zmianę pneumatykiem i nią- bez sensu.
Na minus jak dla mnie również kształt szczotki- jest po prostu niewygodna. Wypada z dłoni, trzeba nienaturalnie odginać rękę przy czesaniu gęstych włosów, jeżeli chce się je dokładnie wyszczotkować. Początkowo miała też zbyt wysoką cenę. Na plus łatwość czyszczenia, ale ta cecha jest obecna we wszystkich szczotkach plastikowych o gładkiej, jednolitej powierzchni.
Franck Provost a'la detangler
O tej szczotce pisałam już kiedyś KLIK!
I tak całkiem szczerze, to używałam jej regularnie do momentu, gdy Tangle Angel wpadła w moje łapki ;), czyli przez 7 miesięcy. Był to czas nienagannej współpracy. Jedyne co chciałam w niej zmienić, to żeby miała gęstsze i dłuższe odrobinkę igiełki (ma 3 długości na przemian: 0.2cm, 0.8cm i 1.3cm). Poza tym nic jej do zarzucenia nie mam, dostępna, tania, wygodna w użytkowaniu.
A jednak okazało się, że może być jeszcze lepiej...
Tangle Angel xtreme
Mój najnowszy nabytek ;)
I to na niej chciałabym się skupić.
Ma wszystkie zalety poprzedniczek, tyle że na wyższą skalę:
- idealnie delikatnie i dokładnie rozczesuje włosy, bez dzielenia ich na pasma
- jest higieniczna: tworzywo antybakteryjne, łatwa do czyszczenia
- ma długie igiełki, docierające aż do skóry głowy- 2cm!
- ma największą powierzchnię "czeszącą" wielkości mojej dłoni ;)
- przepięknie wygładza włosy i nie elektryzuje ich
- doskonale leży w dłoni, kojarzy mi się z berłem Sailor Moon ;D hahaha
- jest śliczna, dostępna w wielu kolorach, rozmiarach, a skrzydła anielskie na obudowie przyciągają wzrok i poprawiają mi humor. Uwielbiam ładne i praktyczne rzeczy! Jeżeli jednak nie podoba wam się tak bajeranckie wzornictwo, występuje też w surowej, niemniej pięknej wersji classic.
Obecnie nie widzę w niej wad, może poza tą malutką, że przy takim zagęszczeniu igiełek trudniej będzie ją dokładnie wyczyścić z połamanych przy czesaniu włosków, ale dla chcącego nic trudnego ;) W końcu dzięki takiej powierzchni igieł rozczesuje idealnie nawet tak trudne włosy jak moje <3
A jakie są Wasze opinie o tych szczotkach? Macie swoją ulubioną?
Ps. Długości igiełek mierzyłam +/- miarką krawiecką ;D Proszę się nie czepiać jeśli coś źle podałam...
Duża, płaska, pneumatyczna For your beauty
Zanim powstały szczotki typu "tangle teezer" moje serce należało do klasycznych, szerokich szczotek pneumatycznych KLIK!
Pewnie do dziś bym ich używała, gdyby nie powstały "tanglery".
W porównaniu do TA, TT i FP pneumatyk ma pewne wady: przy rozczesywaniu włosów kręconych/falowanych mocniej je szarpie, jeśli natrafi na kołtun, a także trudniej jest ją utrzymać w czystości przez budowę (poduszka pneumatyczna). Długość równych igieł: 1.6cm.
Tangle teezer original
Szczotka, która zachwyciła świat, a dla mnie jest po prostu nie do przyjęcia...
Pomijając wygląd (najeżona mydelniczka ;P), w przypadku moich włosów- długie, gęste, cienkie, silnie falujące, jest kompletnie bezużyteczna. Ma zbyt krótkie igiełki (na zmianę 1.2cm i 0.5cm), więc żeby dokładnie rozczesać włosy muszę je dzielić na wiele pasm, inaczej o dotarciu do skóry głowy mogę zapomnieć, co z czasem powoduje problem powstawania mini kołtunów. Kiedy próbowałam jej używać, czesałam włosy na zmianę pneumatykiem i nią- bez sensu.
Na minus jak dla mnie również kształt szczotki- jest po prostu niewygodna. Wypada z dłoni, trzeba nienaturalnie odginać rękę przy czesaniu gęstych włosów, jeżeli chce się je dokładnie wyszczotkować. Początkowo miała też zbyt wysoką cenę. Na plus łatwość czyszczenia, ale ta cecha jest obecna we wszystkich szczotkach plastikowych o gładkiej, jednolitej powierzchni.
Franck Provost a'la detangler
O tej szczotce pisałam już kiedyś KLIK!
I tak całkiem szczerze, to używałam jej regularnie do momentu, gdy Tangle Angel wpadła w moje łapki ;), czyli przez 7 miesięcy. Był to czas nienagannej współpracy. Jedyne co chciałam w niej zmienić, to żeby miała gęstsze i dłuższe odrobinkę igiełki (ma 3 długości na przemian: 0.2cm, 0.8cm i 1.3cm). Poza tym nic jej do zarzucenia nie mam, dostępna, tania, wygodna w użytkowaniu.
A jednak okazało się, że może być jeszcze lepiej...
Tangle Angel xtreme
Mój najnowszy nabytek ;)
I to na niej chciałabym się skupić.
Ma wszystkie zalety poprzedniczek, tyle że na wyższą skalę:
- idealnie delikatnie i dokładnie rozczesuje włosy, bez dzielenia ich na pasma
- jest higieniczna: tworzywo antybakteryjne, łatwa do czyszczenia
- ma długie igiełki, docierające aż do skóry głowy- 2cm!
- ma największą powierzchnię "czeszącą" wielkości mojej dłoni ;)
- przepięknie wygładza włosy i nie elektryzuje ich
- doskonale leży w dłoni, kojarzy mi się z berłem Sailor Moon ;D hahaha
- jest śliczna, dostępna w wielu kolorach, rozmiarach, a skrzydła anielskie na obudowie przyciągają wzrok i poprawiają mi humor. Uwielbiam ładne i praktyczne rzeczy! Jeżeli jednak nie podoba wam się tak bajeranckie wzornictwo, występuje też w surowej, niemniej pięknej wersji classic.
Obecnie nie widzę w niej wad, może poza tą malutką, że przy takim zagęszczeniu igiełek trudniej będzie ją dokładnie wyczyścić z połamanych przy czesaniu włosków, ale dla chcącego nic trudnego ;) W końcu dzięki takiej powierzchni igieł rozczesuje idealnie nawet tak trudne włosy jak moje <3
A jakie są Wasze opinie o tych szczotkach? Macie swoją ulubioną?
Ps. Długości igiełek mierzyłam +/- miarką krawiecką ;D Proszę się nie czepiać jeśli coś źle podałam...
wtorek, 12 stycznia 2016
Red Carpet
czwartek, 7 stycznia 2016
Lilac & Miss world
Przyszedł czas na pierwszy post w nowym roku 2016!
Nowy rok, nowe pazurki.
Chciałam czegoś delikatnego, ale przyciągającego uwagę.
Jako baza kolorystyczna Semilac 059 lilac french i 109 miss of the world.
059 to kolor transparentny, 109 to fioletowo-srebrny brokat.
Tutaj po jednej warstwie, a na lilacu pyłek brokatowy różowo-seledynowy (efekt "syrenki").
Nowy rok, nowe pazurki.
Chciałam czegoś delikatnego, ale przyciągającego uwagę.
Jako baza kolorystyczna Semilac 059 lilac french i 109 miss of the world.
059 to kolor transparentny, 109 to fioletowo-srebrny brokat.
Tutaj po jednej warstwie, a na lilacu pyłek brokatowy różowo-seledynowy (efekt "syrenki").
czwartek, 31 grudnia 2015
Wywiad w radio Tok fm- c diff a antybiotyki.
Na wstępie tego postu chcę wszystkim czytelnikom życzyć szczęśliwego Nowego Roku 2016!
W ostatni, poświąteczny weekend wzięłam udział w pewnym projekcie.
Miałam w wywiadzie/audycji radia Tok fm podzielić się ze słuchaczami historią mojego zachorowania na clostridium difficile, jako powikłania po antybiotykoterapii. Wspierali mnie dr Grzesiowski i Pani Ewa Podolska z Tok fm ;)
Dla mnie było do wyjątkowe, nowe, rozwijające doświadczenie, a także możliwość spotkania z doktorem, któremu wiele zawdzięczam i poznania charyzmatycznej i interesującej osoby jaką jest Pani Ewa.
Będę bardzo szczęśliwa, jeżeli moja historia pomoże innym ludziom zmagającym się z chorobą, albo stanie się kontaktem (do którego zachęcam) i wsparciem, dla bliskich takich osób.
Zachęcam do odsłuchania naszej pracy.
http://audycje.tokfm.pl/odcinek/Historia-Adriany-z-antybiotykami-w-tle/32907
W ostatni, poświąteczny weekend wzięłam udział w pewnym projekcie.
Miałam w wywiadzie/audycji radia Tok fm podzielić się ze słuchaczami historią mojego zachorowania na clostridium difficile, jako powikłania po antybiotykoterapii. Wspierali mnie dr Grzesiowski i Pani Ewa Podolska z Tok fm ;)
Dla mnie było do wyjątkowe, nowe, rozwijające doświadczenie, a także możliwość spotkania z doktorem, któremu wiele zawdzięczam i poznania charyzmatycznej i interesującej osoby jaką jest Pani Ewa.
Będę bardzo szczęśliwa, jeżeli moja historia pomoże innym ludziom zmagającym się z chorobą, albo stanie się kontaktem (do którego zachęcam) i wsparciem, dla bliskich takich osób.
Zachęcam do odsłuchania naszej pracy.
http://audycje.tokfm.pl/odcinek/Historia-Adriany-z-antybiotykami-w-tle/32907
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Pearl red
Wpadłam pokazać świąteczne pazurki ;)
Hybryda na naturalnych, Semilac 070 pearl red <3
Ostatnio niesamowicie wzięło mnie na czerwienie.
Na fotkach 2 warstwy koloru, zdobienie sypkim brokatem.
Hybryda na naturalnych, Semilac 070 pearl red <3
Ostatnio niesamowicie wzięło mnie na czerwienie.
Na fotkach 2 warstwy koloru, zdobienie sypkim brokatem.
piątek, 18 grudnia 2015
Pantene pro-v odżywka w piance intensywna regeneracja
Dziś kilka słów o kosmetyku, którego używam praktycznie non-stop od ponad miesiąca...i powoli zaczynam czuć się od niego uzależniona ;)
Do tej nowinki podchodziłam z wielką rezerwą i ciekawością. Odżywka w piance pod prysznic? Jak to ma niby działać? Z góry przecież wiem, że na moje bardzo długie (do talii) i latami rozjaśniane włosy większość odżywek działa słabo/lub wcale, a co mówić produkt o lekkiej, nieobciążającej formule pianki dedykowany włosom cienkim? To się nie może udać...A jednak!
Ta lekka piankowa odżywka dla moich przesuszonych sezonem grzewczym włosów okazała się hitem! Co roku mam ten sam problem- skóra głowy się przetłuszcza, a końcówki suche na pieprz. Stosowanie bogatszej pielęgnacji w postaci masek do włosów, nie pomaga niestety skórze. A u mnie, jak nigdy, w tym roku pojawił się dość mocno problem wypadania włosów ;(
+ cena/wydajność (ok. 10zł 180ml, używam już ponad miesiąc i nie dobiłam dna)
+ lekka konsystencja, nie obciąża włosów
+ wygodna aplikacja, szybkie spłukiwanie
+ piękny, fryzjerski zapach, który nie męczy
+ można stosować od cebulek po końcówki
+ włosy są po wysuszeniu miękkie, gładkie, jedwabiste, dobrze się rozczesują
Minusów...nie widzę. Jeżeli jednak liczymy na wielkie odżywienie to się zawiedziemy. Odżywka działa doraźnie, od mycia do mycia. Włosy po niej się dobrze rozczesują i układają, przy czym nie są obciążone, więc produkt spełnia obietnice. Jako jedyny i wyłączny produkt pielęgnacyjny będzie o wiele za słaba, chyba że mamy cienkie, zdrowe, naturalne włosy.
Jako uzupełnienie intensywnej "zimowej" pielęgnacji- polecam ;)
Do tej nowinki podchodziłam z wielką rezerwą i ciekawością. Odżywka w piance pod prysznic? Jak to ma niby działać? Z góry przecież wiem, że na moje bardzo długie (do talii) i latami rozjaśniane włosy większość odżywek działa słabo/lub wcale, a co mówić produkt o lekkiej, nieobciążającej formule pianki dedykowany włosom cienkim? To się nie może udać...A jednak!
Ta lekka piankowa odżywka dla moich przesuszonych sezonem grzewczym włosów okazała się hitem! Co roku mam ten sam problem- skóra głowy się przetłuszcza, a końcówki suche na pieprz. Stosowanie bogatszej pielęgnacji w postaci masek do włosów, nie pomaga niestety skórze. A u mnie, jak nigdy, w tym roku pojawił się dość mocno problem wypadania włosów ;(
+ cena/wydajność (ok. 10zł 180ml, używam już ponad miesiąc i nie dobiłam dna)
+ lekka konsystencja, nie obciąża włosów
+ wygodna aplikacja, szybkie spłukiwanie
+ piękny, fryzjerski zapach, który nie męczy
+ można stosować od cebulek po końcówki
+ włosy są po wysuszeniu miękkie, gładkie, jedwabiste, dobrze się rozczesują
Minusów...nie widzę. Jeżeli jednak liczymy na wielkie odżywienie to się zawiedziemy. Odżywka działa doraźnie, od mycia do mycia. Włosy po niej się dobrze rozczesują i układają, przy czym nie są obciążone, więc produkt spełnia obietnice. Jako jedyny i wyłączny produkt pielęgnacyjny będzie o wiele za słaba, chyba że mamy cienkie, zdrowe, naturalne włosy.
Jako uzupełnienie intensywnej "zimowej" pielęgnacji- polecam ;)
czwartek, 26 listopada 2015
Mocne decyzje i zmiany.
Dawno się nie odzywałam, wiem, jestem okropna.
Niemniej bardzo dziękuję Wam, że nadal tu jesteście <3 dziękuję też za maile przywołujące mnie na bloga :]
W moim życiu sporo się zmieniło, podjęłam bardzo ważne życiowe zmiany i czas pokaże czy wyjdzie mi to na dobre. Zapowiada się super ;) Zrezygnowałam z pracy, która przyczyniała się do mojej frustracji (nie mogłam rozwinąć tam skrzydeł) i zmęczenia, ale nie było mi dane odpocząć, ponieważ pojawiła się w szybkim czasie oferta o 100% lepsza! Życie zaskakuje i nie wolno się poddawać, chociaż bywa ciężko, gdy jesteśmy w samym centrum przykrych wydarzeń. Wtedy liczy się wsparcie najbliższych, którzy rozświetlają nam każdy pochmurny dzień i nie pozwalają się poddać i biernie godzić z losem (sis, mąż, mama <3). A już totalnie na nogi postawiły mnie słowa siostry: "równaj do tych najlepszych, nie patrz na tych słabszych". Kocham cię siostrzyczko ;*
Cała sytuacja ma te plusy, że będę pojawiać się znów na blogu. Mam nadzieję, że cieszycie się ;)
Na koniec fotki nowych pazurów, "mega moje".
z lampą błyskową
Niemniej bardzo dziękuję Wam, że nadal tu jesteście <3 dziękuję też za maile przywołujące mnie na bloga :]
W moim życiu sporo się zmieniło, podjęłam bardzo ważne życiowe zmiany i czas pokaże czy wyjdzie mi to na dobre. Zapowiada się super ;) Zrezygnowałam z pracy, która przyczyniała się do mojej frustracji (nie mogłam rozwinąć tam skrzydeł) i zmęczenia, ale nie było mi dane odpocząć, ponieważ pojawiła się w szybkim czasie oferta o 100% lepsza! Życie zaskakuje i nie wolno się poddawać, chociaż bywa ciężko, gdy jesteśmy w samym centrum przykrych wydarzeń. Wtedy liczy się wsparcie najbliższych, którzy rozświetlają nam każdy pochmurny dzień i nie pozwalają się poddać i biernie godzić z losem (sis, mąż, mama <3). A już totalnie na nogi postawiły mnie słowa siostry: "równaj do tych najlepszych, nie patrz na tych słabszych". Kocham cię siostrzyczko ;*
Cała sytuacja ma te plusy, że będę pojawiać się znów na blogu. Mam nadzieję, że cieszycie się ;)
Na koniec fotki nowych pazurów, "mega moje".
z lampą błyskową
poniedziałek, 20 lipca 2015
Szampon Natura Siberica Loves Estonia
Witajcie Kochani ;*
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o niezwykłym szamponie, który totalnie podbił moje serce i obecnie jest numerem 1 w pielęgnacji moich kłaczków ;)
Zawsze byłam sceptyczna jeśli chodzi o nastające mody. Tak też do mody na rosyjskie kosmetyki podeszłam wyjątkowo na spokojnie. Pierwsze podejście było mocno nieudane- szampon bania Agafii 18 ziół cedrowy okazał się koszmarem! Miałam po nim suche na wiór włosy, swędzącą skórę i do tego paskudnie pachniał ;/ Spróbowałam więc innej rosyjskiej marki.
Szampon Loves Estonia poleciła mi przeurocza ekspedientka w sklepiku zielarskim ;)
I trafiła w mój gust wyśmienicie!
Szampon NS Loves Estonia przeznaczony jest do wszystkich rodzajów włosów. Muszę przyznać, że właśnie tego typu kosmetyki ostatnio wybieram- mam dość podziałów na farbowane, normalne itp. Pamiętajmy, że szampon ma być dobrany do skóry, nie włosów!
Loves Estonia to linia regenerująca. Moje oczekiwania nie były zbyt wygórowane- szampon miał nie podrażniać skóry, nie przyspieszać przetłuszczania, nie wysuszyć włosów, nie kołtunić nadmiernie podczas mycia.
Wszystko to spełnia! Do tego co mnie zaskoczyło- zniknęło totalnie swędzenie skóry, które od lat było moim największym problemem! Nie ma łupieżu, krostek, podrażnień!
Włosy po umyciu są lekko tępe, po nałożeniu obojętnej odżywki to mija. Kiedy włosy wyschną są nieziemsko miękkie, łatwo się układają, lśnią. Nie są obciążone ani przyklapnięte, jednak są gładkie, niespuszone.
Nie będę rozpisywać się o wszystkich ekstraktach jakie ten kosmetyk zawiera, zostawiam zainteresowanym fotki składu.W każdym razie zawiera dużo składników naturalnych, nie ma w nim parabenów ani SLS. Na własnej skórze czuję, że zawiera naprawdę delikatne składniki myjące, ale myje skutecznie. Pieni się ciut mniej od zwykłych szamponów, taką miękką żelową pianką, bo ma konsystencję przezroczystego rzadkiego żelu o zapachu lekko cytrusowym.
Dla mnie hit! Polecam wszystkim wrażliwcom!
Aha i co ważne zauważyłam, że dużo mniej spiera farbę z włosów niż popularne szampony. I jest warty swojej ceny- ja stacjonarnie płaciłam 20zł/400ml.
Macie ulubieńców z Natury Siberici?
Ps. Mam też dla Was troszkę prywaty ;) Od sierpnia prawdopodobnie znów będę musiała zniknąć z bloga, co mnie martwi...Zaczynam nową pracę, bardzo się na nią cieszę, bo wreszcie stanęłam przed szansą rozwoju w branży, którą kocham <3 Będzie to jednak wymagać ode mnie wiele sił, samodyscypliny, czasu...Ale kto mnie zna, ten wie, że ja zawsze jeśli coś robię to daję 200% ;) albo nie robię nic. Nie umiem inaczej. Taka już jestem. Będę starała się do Was zaglądać jak najczęściej choć na krótko, żeby tylko dawać znać co u mnie.
Może wreszcie będę mogła spotkać się z niektórymi z Was na żywo ;) ale ciiii...nie zapeszam ;)
Buziaki Kochani!
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o niezwykłym szamponie, który totalnie podbił moje serce i obecnie jest numerem 1 w pielęgnacji moich kłaczków ;)
Zawsze byłam sceptyczna jeśli chodzi o nastające mody. Tak też do mody na rosyjskie kosmetyki podeszłam wyjątkowo na spokojnie. Pierwsze podejście było mocno nieudane- szampon bania Agafii 18 ziół cedrowy okazał się koszmarem! Miałam po nim suche na wiór włosy, swędzącą skórę i do tego paskudnie pachniał ;/ Spróbowałam więc innej rosyjskiej marki.
Szampon Loves Estonia poleciła mi przeurocza ekspedientka w sklepiku zielarskim ;)
I trafiła w mój gust wyśmienicie!
Szampon NS Loves Estonia przeznaczony jest do wszystkich rodzajów włosów. Muszę przyznać, że właśnie tego typu kosmetyki ostatnio wybieram- mam dość podziałów na farbowane, normalne itp. Pamiętajmy, że szampon ma być dobrany do skóry, nie włosów!
Loves Estonia to linia regenerująca. Moje oczekiwania nie były zbyt wygórowane- szampon miał nie podrażniać skóry, nie przyspieszać przetłuszczania, nie wysuszyć włosów, nie kołtunić nadmiernie podczas mycia.
Wszystko to spełnia! Do tego co mnie zaskoczyło- zniknęło totalnie swędzenie skóry, które od lat było moim największym problemem! Nie ma łupieżu, krostek, podrażnień!
Włosy po umyciu są lekko tępe, po nałożeniu obojętnej odżywki to mija. Kiedy włosy wyschną są nieziemsko miękkie, łatwo się układają, lśnią. Nie są obciążone ani przyklapnięte, jednak są gładkie, niespuszone.
Nie będę rozpisywać się o wszystkich ekstraktach jakie ten kosmetyk zawiera, zostawiam zainteresowanym fotki składu.W każdym razie zawiera dużo składników naturalnych, nie ma w nim parabenów ani SLS. Na własnej skórze czuję, że zawiera naprawdę delikatne składniki myjące, ale myje skutecznie. Pieni się ciut mniej od zwykłych szamponów, taką miękką żelową pianką, bo ma konsystencję przezroczystego rzadkiego żelu o zapachu lekko cytrusowym.
Dla mnie hit! Polecam wszystkim wrażliwcom!
Aha i co ważne zauważyłam, że dużo mniej spiera farbę z włosów niż popularne szampony. I jest warty swojej ceny- ja stacjonarnie płaciłam 20zł/400ml.
Macie ulubieńców z Natury Siberici?
Ps. Mam też dla Was troszkę prywaty ;) Od sierpnia prawdopodobnie znów będę musiała zniknąć z bloga, co mnie martwi...Zaczynam nową pracę, bardzo się na nią cieszę, bo wreszcie stanęłam przed szansą rozwoju w branży, którą kocham <3 Będzie to jednak wymagać ode mnie wiele sił, samodyscypliny, czasu...Ale kto mnie zna, ten wie, że ja zawsze jeśli coś robię to daję 200% ;) albo nie robię nic. Nie umiem inaczej. Taka już jestem. Będę starała się do Was zaglądać jak najczęściej choć na krótko, żeby tylko dawać znać co u mnie.
Może wreszcie będę mogła spotkać się z niektórymi z Was na żywo ;) ale ciiii...nie zapeszam ;)
Buziaki Kochani!
czwartek, 16 lipca 2015
Lakier Rimmel 270 Sweet Retreat
Dziś o lakierze, który w ostatnim czasie bardzo mnie zawiódł ;(
Miałam już swoich ulubieńców od Rimmela, sęk w tym, że były to kolory intensywne lub ciemne/dobrze napigmentowane i kryjące- fuksja, granat, fiolet.
Tym razem skusiłam się na kolor z nowej serii Rita Ora i lipa.
Może problem w tym, że obecnie wybrałam dla siebie jasny, pastelowy róż? Kolory jasne, pastele, nude zwykle mają troszkę gorsze krycie, ale żeby do tego stopnia? Nałożyłam na pazurki 2 dosyć grube warstwy i opanowała mnie wściekłość jak to możliwe, żeby tak piękny kolor zostawiał koszmarne smugi, do tego przez godzinę zastygł jedynie do konsystencji gumy?
Wielki zawód, więc nową serię już sobie odpuszczę ;(
Lubicie nowego Rimmela? Macie ulubieńców?
Miałam już swoich ulubieńców od Rimmela, sęk w tym, że były to kolory intensywne lub ciemne/dobrze napigmentowane i kryjące- fuksja, granat, fiolet.
Tym razem skusiłam się na kolor z nowej serii Rita Ora i lipa.
Może problem w tym, że obecnie wybrałam dla siebie jasny, pastelowy róż? Kolory jasne, pastele, nude zwykle mają troszkę gorsze krycie, ale żeby do tego stopnia? Nałożyłam na pazurki 2 dosyć grube warstwy i opanowała mnie wściekłość jak to możliwe, żeby tak piękny kolor zostawiał koszmarne smugi, do tego przez godzinę zastygł jedynie do konsystencji gumy?
Wielki zawód, więc nową serię już sobie odpuszczę ;(
Lubicie nowego Rimmela? Macie ulubieńców?
poniedziałek, 13 lipca 2015
Bruzdowanie paznokci.
Bruzdowanie paznokci to nic innego, jak pojawianie się na płytce paznokci pionowych lub poziomych "krech"(bruzd). Najczęściej informuje nas to o tym, że w naszym organizmie dzieje się coś bardzo złego, albo może świadczyć o starzeniu organizmu (u ludzi starszych jest to normalna zmiana płytki).
Pewnie zastanawiacie się dlaczego akurat o tym piszę...
Niestety choroby jakie mam już za sobą (ukł.pokarmowy, krążenia), pozostawiły mi ten przykry ślad, którego ze względu na wykonywany zawód trochę się wstydzę. Oczywiście mogłabym to zamaskować w dalszym ciągu pokrywając płytkę żelem uv, jednak mam świadomość, że problem nie zniknie z mojej głowy nawet wtedy, gdy wszyscy wokół nie będą mieć pojęcia, że mnie dotyczy.
Zawsze byłam osobą, która raczej nie ucieka przed problemem lecz "bierze byka za rogi".
Pamiętacie moją ostatnią złość na wychwalany lakier w blogosferze, który bardzo mnie zawiódł? Następny post będzie jego recenzją. Ale moja złość właśnie dlatego była tak duża, bo nie pogodziłam się z pazurkami, które niepomalowane/pomalowane słabej jakości lakierem przypominają bardziej szlif kryształu swarovskiego niż taflę lustra ;/
Pewnie i tak powinnam się cieszyć, że pomimo tego, jestem w stanie zapuścić paznokcie tak długie jak zechcę, bo bruzdy u mnie nie mają wpływu na łamliwość czy kruchość płytki, a stanowią jedynie mankament estetyczny.
Jak z tym walczę?
- stosuje lakier podkładowy, najczęściej jest to utwardzacz do paznokci
- muszę używać lakierów dobrej jakości, te stosowane dawniej obecnie już się nie sprawdzają chyba że...
- pokrywam paznokcie polakierowane kolorem, topem z drobinkami, brokatem, piegami itp.
- wszelkie lakiery strukturalne/piaski to moja nowa miłość <3
- mogłabym przed malowaniem dość mocno wypolerować płytki, jednak niesie to ze sobą osłabienie ich i narażenie na łatwiejsze złamania, dlatego tego nie robię.
Notkę napisałam, bo może są wśród Was osoby z tym problemem, a do końca nie wiedza jak sobie radzić.
Ja już sobie radzę. Tym mocniej, że znalazłam lakier-ideał, którego cenę mogę przeboleć ze względu, że mogę malować nim już 1 warstwę i trzyma się ponad tydzień ;)
I foteczka jak dobrze mogą wyglądać moje pazurki <3 Tylko utwardzacz i 1 warstwa lakieru.
Pewnie zastanawiacie się dlaczego akurat o tym piszę...
Niestety choroby jakie mam już za sobą (ukł.pokarmowy, krążenia), pozostawiły mi ten przykry ślad, którego ze względu na wykonywany zawód trochę się wstydzę. Oczywiście mogłabym to zamaskować w dalszym ciągu pokrywając płytkę żelem uv, jednak mam świadomość, że problem nie zniknie z mojej głowy nawet wtedy, gdy wszyscy wokół nie będą mieć pojęcia, że mnie dotyczy.
Zawsze byłam osobą, która raczej nie ucieka przed problemem lecz "bierze byka za rogi".
Pamiętacie moją ostatnią złość na wychwalany lakier w blogosferze, który bardzo mnie zawiódł? Następny post będzie jego recenzją. Ale moja złość właśnie dlatego była tak duża, bo nie pogodziłam się z pazurkami, które niepomalowane/pomalowane słabej jakości lakierem przypominają bardziej szlif kryształu swarovskiego niż taflę lustra ;/
Pewnie i tak powinnam się cieszyć, że pomimo tego, jestem w stanie zapuścić paznokcie tak długie jak zechcę, bo bruzdy u mnie nie mają wpływu na łamliwość czy kruchość płytki, a stanowią jedynie mankament estetyczny.
Jak z tym walczę?
- stosuje lakier podkładowy, najczęściej jest to utwardzacz do paznokci
- muszę używać lakierów dobrej jakości, te stosowane dawniej obecnie już się nie sprawdzają chyba że...
- pokrywam paznokcie polakierowane kolorem, topem z drobinkami, brokatem, piegami itp.
- wszelkie lakiery strukturalne/piaski to moja nowa miłość <3
- mogłabym przed malowaniem dość mocno wypolerować płytki, jednak niesie to ze sobą osłabienie ich i narażenie na łatwiejsze złamania, dlatego tego nie robię.
Notkę napisałam, bo może są wśród Was osoby z tym problemem, a do końca nie wiedza jak sobie radzić.
Ja już sobie radzę. Tym mocniej, że znalazłam lakier-ideał, którego cenę mogę przeboleć ze względu, że mogę malować nim już 1 warstwę i trzyma się ponad tydzień ;)
I foteczka jak dobrze mogą wyglądać moje pazurki <3 Tylko utwardzacz i 1 warstwa lakieru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















