Dziś kilka słów o kosmetyku, którego używam praktycznie non-stop od ponad miesiąca...i powoli zaczynam czuć się od niego uzależniona ;)
Do tej nowinki podchodziłam z wielką rezerwą i ciekawością. Odżywka w piance pod prysznic? Jak to ma niby działać? Z góry przecież wiem, że na moje bardzo długie (do talii) i latami rozjaśniane włosy większość odżywek działa słabo/lub wcale, a co mówić produkt o lekkiej, nieobciążającej formule pianki dedykowany włosom cienkim? To się nie może udać...A jednak!
Ta lekka piankowa odżywka dla moich przesuszonych sezonem grzewczym włosów okazała się hitem! Co roku mam ten sam problem- skóra głowy się przetłuszcza, a końcówki suche na pieprz. Stosowanie bogatszej pielęgnacji w postaci masek do włosów, nie pomaga niestety skórze. A u mnie, jak nigdy, w tym roku pojawił się dość mocno problem wypadania włosów ;(
+ cena/wydajność (ok. 10zł 180ml, używam już ponad miesiąc i nie dobiłam dna)
+ lekka konsystencja, nie obciąża włosów
+ wygodna aplikacja, szybkie spłukiwanie
+ piękny, fryzjerski zapach, który nie męczy
+ można stosować od cebulek po końcówki
+ włosy są po wysuszeniu miękkie, gładkie, jedwabiste, dobrze się rozczesują
Minusów...nie widzę. Jeżeli jednak liczymy na wielkie odżywienie to się zawiedziemy. Odżywka działa doraźnie, od mycia do mycia. Włosy po niej się dobrze rozczesują i układają, przy czym nie są obciążone, więc produkt spełnia obietnice. Jako jedyny i wyłączny produkt pielęgnacyjny będzie o wiele za słaba, chyba że mamy cienkie, zdrowe, naturalne włosy.
Jako uzupełnienie intensywnej "zimowej" pielęgnacji- polecam ;)






