Prosiliście o taki wpis.
Wyobraźmy sobie sytuację, że nasze włosy są totalnie, extremalnie zniszczone. Mniejsza o to, jak do tego doprowadziliśmy- wielokrotne zabiegi chemiczne i wysoką temperaturą np.
Patrzymy w lustro i nie możemy uwierzyć, włosy smętnie wiszą w postaci zgumowanych i porwanych końców, do tego przypominają zmechacony kołtun, a po wyschnięciu kołtun, który jest tak suchy, że podczas próby czesania wyłamuje się w postaci odpadających, spalonych części.
Nie będę Was czarować, na takie zniszczenie nie ma lekarstwa- tylko możliwie jak największe cięcie plus intensywna pielęgnacja tego co zostanie i tego co będzie odrastać. Wiem, że zwłaszcza dla kobiet kochających długie włosy może to być straszne przeżycie, jednak z doświadczeń wiem, że nie ma co na silę takich włosów ratować, inwestować w tony drogich kosmetyków, które lekko poprawią stan włosa i pomogą nam przy rozczesywaniu, jednak w ciągu kilku miesięcy miejsca najmocniej uszkodzone i tak się wykruszą pozostawiając jeszcze gorszy obraz i narażając włos na dalsze uszkodzenia.
Żeby do takiego stanu doprowadzić włosy to trzeba już "umieć" ;) Nawet cienkie i wrażliwe włosy są w stanie znieść kilka koloryzacji czy okazjonalne prostowanie prostownicą...Czasem jednak mam wrażenie, że część kobiet albo nie myśli w ogóle, albo nie ma wiedzy w temacie pielęgnacji żadnej albo...nie wiem, robi sobie na złość niszcząc swoje włosy?! Miałam jedną taką extremalną sytuację. Potencjalna klientka trafiła do mnie z włosami już bardzo zniszczonymi ( rozjaśniacz wielokrotnie, fantazyjna farba, tapir codziennie, rozczesywanie szczotką okragłą do modelowania WTF??? kołtuny na karku...mycie samym szamponem, odżywka nie-nie bo przetłuszcza włosy o.O). Oczywiście te "rewelacje" musiałam z niej wyciągnąć długim wywiadem i mnóstwem pytań, bo sama twierdziła, że nie wie dlaczego jej włosy TAK wyglądają, ona nic złego nie robi...;D Niestety nie mogłam jej pomóc, bo przyszła z zamiarem dekoloryzacji ;P Miałam poważne obawy, że nawet po kąpieli rozjaśniającej, to jej włosy nie opuściły by mojego fotela...Niestety odmowy i garści porad i propozycji co mogłaby zrobić dla swoich włosów nie przyjęła zbyt dobrze, a ja usłyszałam, że jestem "fryzjereczką....pomińmy resztę i że zmarnowałam jej czas". Pożegnanie było dosyć chłodne...Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie nie lubią szczerości w oczy i nie potrafią przyjmować kulturalnej odmowy i dobrej rady, ale to temat na inny post.
Takie sytuacje na szczęście nie zdarzają się często. Świadomość konsumentów rośnie, wiedza się szerzy- cudownie ;)
Najczęściej włosy z jakimi się spotykam są tylko lekko zniszczone, bądź zniszczone, w większości wypadków z braku czasu i chęci do pielęgnacji, a stosowania regularnych koloryzacji. Nie oszukujmy się, trwałe farby koloryzujące/rozjaśniające to nie odżywka. Włos po zabiegu zostawiony bez dalszej opieki będzie niszczał. Pielęgnacja włosów po zabiegach oparta na samym szamponie i czesaniu nie powinna mieć miejsca. Zresztą, uważam, że już półdługie/długie naturalne włosy potrzebują większego zainteresowania niż sam szampon.
źródło internet
Żelaznym kołem ratunkowym mocno zniszczonych włosów, jakie zazwyczaj proponuję jest:
- strzyżenie najbardziej zniszczonych fragmentów, oczywiście to klient decyduje o ilości obciętych cm, ja mogę tylko zasugerować i pokazać ile byłoby dobrze ostrzyc... jaki typ strzyżenia byłby najlepszy.
- bogata pielęgnacja: mycie włosów wg potrzeb, a nie widzi mi się!, jeżeli nie służą ci szampony "silikonowe bomby chemiczne dostępne u fryzjera" to stosuj nadal taki jak lubisz. Jeśli używasz mocno myjącego szamponu, który pozostawia włosy skołtunione i sztywne, to postaraj się go rozcieńczać, a skórę głowy masować delikatnie tylko opuszkami palców wsuwając je miedzy włosy. Możesz też zabezpieczać długości włosów przed agresją detergentu nielubianą odżywką/maską/olejem itp. Pamiętaj jednak o proteinowej odbudowującej masce 2x w tygodniu! Nawet jeśli włosy są po niej brzydkie, to możesz po spłukaniu jej użyć odrobiny ulubionej odżywki na 1/3 włosów od końcówek. Bez protein nie ma odbudowy. Nałożenie tysiąca oleistych kosmetyków nie da długotrwałego rezultatu. Najlepiej połączyć pielęgnacje proteinową (odbudowa) z natłuszczającą (elastyczność) i silikonową (ochrona). Maski, którymi udaje mi się uratować wiele osób do samodzielnego stosowania w domu to dolce anti age, loreal extreme- te 2 sprawdzają się w 99% przypadków. Zawsze będę obstawać, że włosy zniszczone wymagają szczególnej pielęgnacji maskami, a nie tylko odżywkami- różnica na poziomie działania, nie chodzi o składy ;)
- zaprzestanie zabiegów chemicznych- koniec z dalszym nakładaniem farby na farbę, należy podjąć decyzje co do koloru i wyrównać kolor odżywczą farbą półtrwałą dla włosów uwrażliwionych. Kolejnym krokiem będzie koloryzacja samych odrostów farbą trwałą dobraną do koloru tej na długościach i ewentualnego odświeżania koloru. Można też zapuszczać swoje naturalne włosy.
- żadnej trwałej!
- suszenie chłodnym nawiewem i odstawienie urzadzeń typu lokówka, prostownica.
- delikatne rozczesywanie grzebieniem o szerokim rozstawie zębów, żadnego szarpania, tapirowania by nie pogłębiać uszkodzeń mechanicznych.
- mycie włosów wodą letnią, spłukiwanie chłodną, nie używać wody bardzo ciepłej!
- jestem przeciwniczką długiego "namaczania" takich włosów. Nie polecam stosowania ręcznie robionych maseczek długimi godzinami, spania w nich itp. Włos pęcznieje od zasadowego pH czy wilgoci, a to sprawia, że jego struktura jest nadmiernie wrażliwa na niszczenie. To tak jak z materiałem- możemy prać tkaninę w najlepszych płynach do prania, a mimo to samo jej moczenie i suszenie powoduje drobne zniszczenia/rozciągnięcia itp. Kompres z masek i olejków podgrzewamy do ciepłego (nie gorącego ) i trzymamy do 15-20 minut. Raz w tygodniu.
- cierpliwość i czas...już po około tygodniu czuć zmianę w rozczesywaniu, po miesiącu widoczny jest lepszy blask i układanie się fryzury...a potem już z górki ;) Im w lepszym stanie są nasze włosy (może to potrwać kilka miesięcy), tym zaczynamy wprowadzać lżejszą pielęgnację- maska 1x w tyg., częściej odżywka (timotei drogocenne olejki, loreal extreme, fructis oleo itp). Nie ma sensu dłużej włosów obciążać, ponieważ mają zdolność wchłonięcia tylko określonej ilości substancji odżywczych, a reszta odkłada się na łodydze pogarszając wygląd włosów. Oczywiście te "spalone" fragmenty regularnie podcinamy, ponieważ różnice między zdrową odrośnięta częścią włosa będziemy czuć zawsze.
To chyba takie najważniejsze zasady...na pewno wiele z Was dobrze je znała ;) Jeśli o czymś nie napisałam dopytujcie. Często spotykam się, że ktoś ma włosy po prostu suche, czy długi czas nie podcinane, a uważa, że są zniszczone (jeśli już to same końcówki, które nie zmieniają statusu na zniszczone włosy, bo po podcięciu co? nagle są już zdrowymi włosami? no nie!) i źle je pielęgnuje, stąd brak rezultatu albo wręcz pogorszenie stanu ( proteiny i włosy suche...oj nie ;)).
Zawsze starajcie się zrobić ze sobą szczery wywiad, gdy chcecie określić potrzeby swoich włosów.
Np. odpowiedzi na pytania:
- Jak często muszę myć włosy? Jeśli codziennie to może używam zbyt ciężkiego szamponu?
- Czy mam jakieś problemy ze skórą głowy?
- Jakie są moje włosy? cienkie i skłonne do obciążenia? grube? proste czy krecone? itp.
- Jaki mam problem z włosami?
- Czy regularnie poddaję włosy zabiegom niszczącym?
- Jakich kosmetyków używam? Może zbyt dużo proteinówek, albo ich całkowity brak?
- Czego oczekuję od moich włosów? Jak mają wyglądać? A może nasze wyobrażenie jest zupełnie odrealnione i niemożliwe?
- Czy mam problem z wypadaniem włosów? Jaka jest przyczyna? Może przeciążam je nadmierną pielęgnacją? itd.
Mam nadzieję, że wpis się przydał.







