Wpis z serii na życzenie czytelników.
Każdy, kto choć kilka razy w życiu poddawał swoje włosy koloryzacji, na pewno zauważył, że zależnie od marki produktu, poziomu trwałości, poziomu kolorystycznego itp. różne farby mają różny stosunek kremu koloryzującego do utleniacza.
Dlaczego tak jest?
Dlaczego jedne farby mają konsystencję żelową, inne kremową, jeszcze inne są grudkowate? Są rzadkie jak woda albo gęste jak ubita śmietana? Jaki ma to wpływ na efekt koloryzacji?
I czy proporcje mają wpływ na zniszczenia włosów?
Postaram się Wam krótko odpowiedzieć, bo wiem, że wiele/u z Was bardzo nurtują powyższe pytania ;)
Najczęstszą spotykaną proporcją kremu koloryzującego do utleniacza jest 1:1. Oznacza to tyle, że należy do sporządzenia mieszanki wykorzystać tyle samo ml/g farby co oksydantu. Taka proporcja występuje najczęściej w farbach trwałych o podstawowych odcieniach od czerni do bardzo jasnego blondu (poziomy 1-9 lub 1-10).
W farbach superrozjaśniających występuje już proporcja 1:1.5 lub 1:2. Wszystko dlatego, gdyż do uzyskania maksymalnie jasnego koloru nie wystarczy rozjaśniająca formuła farby, do tego potrzeba też większej dawki tlenu w procesie jaki zachodzi na włosach i dostarczamy go poprzez większą ilość utleniacza. Czy niszczy to bardziej włosy? Raczej nie, nie wiązałabym tego z ilością oksydantu, co różnicą w zachodzących procesach zwykłego farbowania a farbowania rozjaśniającego (farbami rozjaśniającymi). Ma to związek bardziej z % użytego oksydantu niż jego ilości.
Proporcje są różne w zależności od producenta farby- to on poprzez wiele testów opracował proporcje tak, by efekty koloryzacji były jak najlepsze. Nie uważam, by farba superrozjaśniająca 1:2 niszczyła bardziej niż taka 1:1 (np. sklepowa Palette). To ta 1:1 jest dużo mocniejsza w formule! Bo nie potrzebuje nadmiaru tlenu do wywołania rozjaśnienia, co jest procesem naturalnym.
Dodatkowym argumentem może być to, że farby tonujące, bezamoniakowe, touche rozrabiamy zazwyczaj 1:1.5 lub 1:2, a przecież po nich nie zauważamy zniszczeń, a wręcz pielęgnację na naszych włosach.
Od czego zależy konsystencja farby? Głównie od fantazji producenta ;) Nie ma to wpływu na efekty koloryzacji, natomiast ma na komfort pracy z produktem. Tak jak różne są konsystencje mieszanek, tak różne preferencje konsumentów np. Palette jest farbą typowo kremową (ICC, NCC), Londa bywa grudkowata, a jej oksydant przypomina w buteleczce wodę...Ja osobiście wolę pracować na farbach kremowych, klasycznie rozrabianych w miseczce, nic mi wtedy nie spływa ;)
Nie przepadam za rzadkimi farbami w buteleczce z aplikatorem ;/ Ale wiele osób je chwali za łatwość i szybkość stosowania ;)
Konsystencja nie ma wpływu na to, czy dana farba niszczy nam włosy bardziej lub mniej.
Podsumowując, każde włosy są inne. Mnie pasuje sklepowa stara jak świat Paleta, inni oskarżają ją o kosmiczne zniszczenie włosów ;) Jedni kochają Londę, a inni Wella Koleston (zwłaszcza blondynki <3) Ja wielbię Alfaparf, ale L'Oreal też jest niczego sobie ;) Mogę wyliczać i wyliczać...Zawsze starajmy się odnaleźć farbę pasującą naszym włosom (nie niszczacą ich nadmiernie) i dającą efekt kolorystyczny zbliżony do naszego ideału.
Nie sugerujmy się opiniami ludzi, jak to dana farba im spaliła włosy, bo każdy ma inne włosy, co innego przeszły, inaczej o nie dba/lub nie, inaczej przeprowadza sam zabieg koloryzacji!
Podstawowe wnioski są niezmienne:
- farby rozjaśniające bardziej niszczą włosy niż zwykłe odcienie i jest to spowodowane innym procesem jaki zachodzi na włosach (mamy utlenienie własnego pigmentu, wywołanie sztucznego i wprowadzenie go)
- farby rozjaśniające mniej niszczą włosy niż rozjaśniacz, bo włos nie pozostaje pusty!
- przy bardzo ciemnych włosach lepiej jest lekko pojaśnić je rozjaśniaczem na niskim % i stonować docelową farbą również na niskim %, niż katować włosy kilka razy blondem na 12% ;/
- farba z dosypanym rozjaśniaczem proszkowym to totalna pomyłka! kto nie wierzy zapraszam do wpisu o np. Palette 100- po moich włosach zobaczycie różnicę ;)
- najdelikatniejszymi farbami są kremy koloryzujące typu touche, tonują jedynie nasz naturalny kolor i uważam, że są świetnym wyjściem gdy chcemy podrasować nasz naturalny kolor albo gdy włosy są już mocno uwrażliwione
- włos poddany koloryzacji nigdy nie będzie w identycznej kondycji i strukturze co włos naturalny, już najniższy oksydant podrywa lekko łuski włosa i zmienia ich wewnętrzną strukturę.
- jeśli znaleźliśmy już naszą farbę idealną to nie katujmy długości włosów bez potrzeby co miesięcznym odświeżaniem koloru, farbujmy same odrosty, raz na jakiś czas wykonujmy malaks czy krótkie odświeżenie koloru
- zanim poddamy włosy kolejnej koloryzacji...dobrze przemyślmy za i przeciw i nigdy nie farbujmy włosów pod wpływem chwili, bo później się tego gorzko żałuje. Włosy szybko się tylko niszczy!
Mam nadzieję, że wpis się podobał ;)
Także Kochani! Albo włosy farbujemy/rozjaśniamy i nie narzekamy jak to je zniszczyliśmy, albo zostawiamy je naturze i...wzdychamy nad wymarzonym kolorem tych, którzy się zniszczeń nie boją ;D
Buziaki!
Tak więc ALBO...
ALBO...
zdjęcia- internet










