Mogłabym napisać krótko- HIT na moich włosach.
W życiu nie spodziewałabym się, że poczuję znów to, co wiele lat temu, kiedy Kallos wchodził na nasz polski rynek jako kosmetyk wyłącznie dla profesjonalistów.
Kallos Blueberry
Producent opisuje ją jako maskę rewitalizującą i rzeczywiście tak można by określić jej działanie. Dedykowana włosom suchym, zniszczonym, po zabiegach fryzjerskich.
Jeśli chodzi o skład maska zawiera: silikony, olej z awokado, ekstrakt z czarnych jagód, wit.B3, wit.B5.
Maska ta jest typowo natłuszczająco-nawilżającym produktem, nie zawiera protein.
+ konsystencja biały krem
+ ładny, delikatny zapach pudrowo-kwiatowy, nie czuć go na suchych włosach
+ cena/wydajność/jakość ok.15zł/1l
+ cudownie zmiękcza włosy
+ doskonale je wygładza i lekko dociąża końcówki
+ nadaje blask
+ ułatwia rozczesywanie
Dla mnie-CUDO!
Po tej masce możecie oczekiwać, że włosy staną się zabójczo miękkie, podatne na układanie, gładkie i delikatne jak jedwab <3 Produkt wpisuje się w 100% w potrzeby moich włosów i moje oczekiwania wobec tego typu kosmetyku. Nakładam ją po umyciu włosów szamponem na 2-3 minuty i zmywam, czyli dość szybko, nie przetrzymuje nie wiadomo ile czasu.
Żeby nie być gołosłowną załączam fotki po tym produkcie ;)
Wybaczcie przekłamanie kolorów- światło łazienkowe ;/ nie mam fotografa ;/
Polecam z głębi serca!
A może już znacie tą maseczkę?






